S.T.A.L.K.E.R. Zona Nysa V

Ostatni weekend września od dawna zapowiadał się dla Semper Parati nader interesująco: na terenie nyskich fortów odbyć się miała piąta edycja imprezy LARPowo-airsoftowej „Stalker”.
Słowo wyjaśnienia: LARP – fabularna gra terenowa, gdzie każdy gracz (odpowiednio przebrany) odgrywa całym sobą (biegając, handlując, walcząc) swoją postać i jej interakcje z otoczeniem i innymi postaciami.

Co to jest Stalker? To świat wykreowany w grach komputerowych o takimż tytule, opartych na książce „Piknik na skraju drogi” braci Strugackich i filmie produkcji radzieckiej. To wizja Zony, skażonej strefy wokół zniszczonej czarnobylskiej elektrowni atomowej, gdzie działają niezwykłe moce – nie tylko promieniowania, ale i sił psionicznych (oddziaływań telepatycznych). Przez lata ludzkiej nieobecności kraina ta do szczętu zdziczała; opanowały ją krwiożercze mutanty, pojawiły się anomalie, gdzie człowiek może zostać w sekundy spalony do szczętu lub rozszarpany na kawałki. Åšmiałków, którzy gotowi byli ryzykować życie dla zdobycia „artefaktów” – wpływających na ludzki organizm „owoców” anomalii – nazwano stalkerami. Oprócz samej Zony zagraża im wojsko, broniące dostępu do strefy, bandyci łakomi na łatwy łup oraz wojny stalkerskich frakcji.
Ekipa SP podzieliła się między organizacje, tak więc mogliśmy doświadczyć gry z wielu perspektyw. Olin i Przemkastara zasilili szeregi frakcji „Wolność” walczącej o swobodny dostęp o Zony, Rip wybrał stalkerską niezawisłość, zaś Cahir i Askelavicius stanęli po stronie wojska.
Nasz przyjazd poprzedziły przygotowania stylizacyjne, wymagane było przebranie adekwatne dla postaci – pancerze, pochłaniacze, maski etc. Dzięki –zasługującej na pochwałę – charakteryzacji graczy można się było porządnie „wczuć” w klimat Zony.

Dzień przed rozpoczęciem imprezy na jej terenie pojawili się nasi dzielni wojacy, pozostała część ekipy dotarła w piątek wieczór [z „letkim” poślizgiem czasowym]…
Słońce chyliło się ku zachodowi, kiedy biały transporter klasy „peżo partner” zatrzymał się na parkingu położonym na malowniczym poligonie. Wokół pełno było ludzi wdziewających pancerze, dopieszczających ostanie szczegóły stylizacji i sprawdzających repliki. Bacząc na rychłe rozpoczęcie rejestracji, chyżo ochędożyliśmy się i ruszyliśmy do Fortu II, gdzie wszystko miało mieć swój początek. W zabudowaniach fortecy znajdował się bar „U Wujka Rata”, fabularne i organizacyjne centrum Stalkera. Nastąpił podział na frakcje, krótki instruktaż larpowy oraz wydanie fabularnych indentyfikatorów, amunicji i medykamentów, po czym… Zona ożyła.
Tutaj każdy rozpoczął pisać własną historię. Noc nadeszła szybko, wraz z nią znikło nikłe poczucie bezpieczeństwa. Rozległa Zona wchłonęła bez problemu 250 graczy, tak też ludzka postać nie była zbyt częstym widokiem na bezdrożach i wertepach. Na niebo wszedł księżyc w pełni, dodając niesamowitego klimatu nyskiemu poligonowi. Każdy cień mógł być mutantem – ich ryki i wrzaski pożeranych ofiar niosły się nad Zoną jeżąc włosy na karku. Każda latarka wśród ciemności mogła okazać się patrolem wojska (skorego do wnikliwej rewizji lub wysłania do łagru) tudzież grupą bezwzględnych bandytów. Każdy krzak mógł kryć śmiertelnie niebezpieczną anomalię, której napotkanie było niemal pewną śmiercią – na początku gry mało było leków i kombinezonów ochronnych. Co jakiś czas rozbrzmiewały syreny ostrzegające przed emisjami, niszczącymi mózg każdego, kto nie schronił się na czas.

Pośród dzikich błoni poligonów znaleźć można było kilka stałych obozów – swoją placówkę rozłożyli naukowcy badający Zonę, bandyci, wojsko, Zielarka obłaskawiająca mutanty. Z odrobiną kreatywności nie można się było nudzić – NPCe rozdawali questy, bandyci rabowali, mutanci ganiali, wojsko patrolowało, a każdy z nich jeszcze mógł zabić. Przez całą noc i kolejny dzień powstawały pakty, rozpętywały się wojny i pomniejsze potyczki, dochodziły do skutku szwindle i transakcje. Repliki nie próżnowały, a trup słał się gęsto. Dochodziło również do zabawnych, nierzadko absurdalnych akcji dziejących się dzięki „wkręceniu” uczestników i chorej wyobraźni…
Po zakończeniu działań larpowych, ostatnia noc imprezy poświęcona była na afterparty w Barze – w ruch poszło Taktyczne Bongo, posypały się opowieści z Zony i wrażenia z gry – było co najmniej grubo…
W niedzielę zniszczeni nieprzespanymi nocami gracze rozpoczęli taktyczny odwrót do domów.
Nie obyło się bez emocji i powrotów po zostawione spodnie, ale koniec końców Semper Parati zakończyło swój udział w Stalkerze z jak najbardziej pozytywnymi wrażeniami.
„Prestiż!” – jak to określił anonimowy uczestnik.

Za rok znowu odwiedzimy Zonę…

Garść fotek
tutaj,
tutaj,
tutaj,
tutaj,
tutaj, oraz
tu. 😀